piątek, 5 lipca 2013

22 - Ach te zaniedbania...


    Wiem, nie było mnie tu wieki całe. Wiem, nie odwiedzałam Waszych blogów. Wiem, porzuciłam blogosferę. Wiem, powinnam się wstydzić. Wiem, jestem potworem i nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Prawda jest jednak taka, że choć codziennie (albo co drugi dzień) siedziałam przy komputerze to wcale nie ciągnęło mnie do pisania. Ani komentowania. Ani w ogóle do niczego mnie nie ciągnęło. Po prostu nic mi się nie chciało. Nawet zamówienie stało przez półtorej miesiąca bez żadnych efektów a dopiero w tym tygodniu zawzięłam się i wczoraj koło 1 w nocy je skończyłam.
    A przecież mogłam dzień w dzień, powolutku zamiast przesiadywać po nocy. Ale trudno, ja już chyba taka jestem i tego nie zmienię. (Przynajmniej w niedalekiej przyszłości)
    Mam się Wam czym pochwalić! Moje problemy z wcześniejszego postu wreszcie odeszły w niepamięć, powoli, powolutku przyzwyczaiłam się do nowej sytuacji i dochodzę do wniosku, że jednak dobrze jest jak jest. Nawet mój wieczny dół staje się jakby mniejszy i już od miesiąca nie załapałam porządnej zamuły. Owszem, nie było lekko.
    Wakacje, wakacje, wakacje. Nadal mi do głowy nie dochodzi, że od poniedziałku nie pójdę do szkoły, że pożegnałam się już ze wszystkimi znajomymi i zaczynam wszystko od nowa. Eh. Jak Wasze wakacyjne plany? Ja jem ile wlezie, chyba mój tasiemiec chce nadrobić wszystkie straty do których doszło w ciągu 10 miesięcy chodzenia do szkoły. Tak mi się nic nie chce... Kompletnie nic. Chyba pójdę spać bo ledwo żyję.
     I choć na początku notki miałam wielką wenę, opiszę to i tamto to już mi przeszło i nie wiem co pisać. Notka pozostanie raczej krótkimi wypocinami i nie będzie w niej nic sensownego.
    No ale to szczegół. ;)
                                     
                             

     
                                          "Siekierka na cześć Najwyższego."
                                                         Świetne! :D

czwartek, 6 czerwca 2013

21 - Z czasem doceni się i samotność

    Cześć Wszystkim! Wieki nie pisałam mimo, że codziennie siedzę na komputerze co najmniej pół godziny. Chociaż nie, ostatnio jestem niezwykle zalatana. Nie mam czasu się uczyć, nie mam czasu czytać a i chwilowo zamówienia odstawiłam w kąt. (Co nie znaczy, że nie pamiętam, że miałam narysować Geralta. Pamiętam wszystko.) Chciałabym obiecać Wam poprawę ale w sumie nie wiem czy coś z tego wyjdzie, więc wolę niczego nie obiecywać.
    Pogoda się poprawiła po prawie dwóch tygodniach lania. Znając życie w okolicach soboty i niedzieli pewnie znowu będzie padać, jakby normalnie być nie mogło. Cóż...

    Nie jestem już sama choć czuję się samotna. Parę postów wcześniej narzekałam, że jestem sama, że nikogo znaleźć nie mogę. Chyba nie potrafię żyć w związku, po prostu nie potrafię. Nie wiem, czy coś ze mną jest nie tak? Polubiłam samotność. Brak zobowiązań, brak tłumaczenia się z tego co robię a po pierwsze (i pewnie najważniejsze dla mnie) wolność, wolność i jeszcze raz wolność.
Nie chodzi mi o to, że będąc w związku automatycznie spada liczba osób którymi możesz się interesować.
Chodzi mi raczej o to, że nie umiem cieszyć się z bycia z kimś. Będąc samej jest kiepsko ale w miarę. Zaczyna mi doskwierać samotność i chciałabym kogoś sobie znaleźć a kiedy sobie kogoś znajdę (Cud! Raczej ktoś mnie sobie znajdzie...) po paru dniach zaczynam czuć się jak ptaszek w złotej klatce. I chcę zostać sama lecz nie mogę kogoś zranić tym, że mam ze sobą jakiś problem. Zaczyna męczyć mnie to, że muszę poświęcać mnóstwo czasu komuś. Może nie, źle to ujęłam. Zaczynam mieć mniej czasu dla siebie. Też to źle ujęłam. Nie umiem Wam tego wytłumaczyć.
Po prostu na sercu zaczyna ciążyć mi wielki kamień, ogromny. I zaczynam myśleć :"A co powiedzą rodzice? Rodzeństwo? Co powiedzą tamci, tamci czy tamci?"
Tak, wiem. Powinnam mieć wszystko głęboko w odwłoku i zajmować się sobą bo nikt za mnie szczęśliwy nie będzie ale nie umiem. Nie wiem co mi się dzieje.
Druga osoba zaczyna mnie denerwować, jego zachowanie. Wygląd, poglądy, wszystko. Choć mi na nim zależy.
Po prostu po jakimś czasie zaczynam głupieć. Wszystko mi się przypomina, wszystkie złe chwile z Wcześniejszym i panikuję. I chcę zostać sama a kiedy do tego dojdzie, wiem, że będę żałować. Bo znowu skrzywdzę kogoś, kto na to nie zasłużył. 

Jest źle. Czy potrafię tylko krzywdzić? Nie chcę znów nikogo ranić.

Musiałam to z siebie wyrzucić. Nie potrafiłam powiedzieć komu innemu. Bo wszystko spieprzę. Jak zwykle. 
Nie. Mogłam nie pisać nic...


poniedziałek, 13 maja 2013

20 - Świat bywa piękny, o ile to zauważysz

   Tak, jeszcze żyję ludziska choć kawał czasu się nie odzywałam. Po prostu nic mi się nie chce. Nie chce mi się dodawać notek, pisać, czytać, rysować a nawet oddychać. Za to zaczęłam biegać, by się odstresować. Brakuje mi do szczęścia jedynie słuchawek i jakiejś muzyczki bo oczywiście nadal nie mam żadnego, w miarę sprawnego telefonu. (Nie licząc Nokii posiadającej podczerwień i 0,3Mpx :D Jest moc!) Mija tydzień za tygodniem a moje kieszenie dalej świecą pustkami, ba!, można rzec nawet, że prędzej skończą się wakacje niż uzbieram choć trochę. 
    Kumpela stwierdza u mnie depresję. Cóż, leń coraz częściej wygrywa walkę ze zdrowym rozsądkiem. Za niedługo nie będzie mi się chciało wyjść z łóżka bo stwierdzę, że w sumie i tak za niedługo skończy się dzień i trzeba iść spać z powrotem. 
No ale to szczegół. 
Mały, nic nie znaczący szczegół.
    Ważniejsze jest to, że znów mamy maj. Piękny maj. I choć dziś zrobiło się nieco chłodniej i zaczął wiać wiatr, dalej twierdzę, że maj to jeden z moich najulubieńszych miesięcy. Jeszcze doliczyć mogę do tego czerwiec i to byłoby na tyle.
To cudowne wieczorne powietrze, te cudowne poranki gdy słońce zagląda do kuchni. Czasem nawet mój leń lubi sobie wstać o tej 6 by popatrzeć chwilę na świat i znów zwinąć się w kłębek i usnąć. Bo jest tak ładnie, jest tak cudownie. Jest bosko.
   Tylko brak tej osoby, z którą mogłabym spacerować jak wtedy. I jakoś tak smutno z tego powodu.
   I wiecie co? Nawet droga do szkoły wydaje się piękniejsza gdy ogródki są całe w kwiatach. Co rano włączam radio, otwieram okno i śpiewam i tańcuję ile się da, robiąc kanapki czy malując się. Po prostu wszystko jest takie jakieś inne... Jakby weselsze. Żywsze. Nawet te sprawdziany, prace domowe i inne straszne rzeczy stały się mniej ważne. Ważniejszy jest wieczorny bieg gdy wreszcie w samotności mogę wszystko przemyśleć.
   Jakoś nigdy nie dostrzegałam tego wszystkiego. Kropelek porannej rosy czy śpiewu ptaków. Jakoś to wszystko było mi obojętne. Czy świat na prawdę bywa taki piękny?



                                                                   Zdjęcia znalezione w internecie. 
Muszę powiedzieć, że dalej nic mi się nie chce.
A co słychać u Was? Również zachwycacie się pogodą czy nie sprawia na Was wrażenia? ;) 

Myślę co jeszcze mogłabym Wam opisać bo notka wydaje mi się nieco przykrótka. O! Wiem! 
   Do wakacji zostało już mało czasu. W sumie chciałabym go zatrzymać, nie chcę kończyć szkoły. Będę tęsknić za tymi Głupkami, które umilały ale też i utrudniały szkolną egzystencję. Przyzwyczaiłam się do wszystkich, teraz zacznie się wszystko od nowa... Sama nie wiem, chciałabym się cieszyć zbliżającymi się wakacjami ale prawda jest taka, że każdy się porozjeżdża, każdy pójdzie w swoją stronę i wszystko się zmieni. Szkoda...


                                                                       
Przykro mi ale nie dało rady wstawić piosenki niżej inaczej, jakoś nie chciało mi nic porządnie działać. 
                                                                                  "Weronika, efekt motyla"

piątek, 26 kwietnia 2013

19 - Tara rysuje

Jak można nie rysować dwa miesiące? Ano można. ;) 
Cały czas mówię Wam, że coś wstawię a nie wstawiam nic z racji braku aparatu. Dziś udało mi się dorwać telefon kumpeli i pyknąć parę fotek, oto one. 



Kim jest ten raper? Zgadnie ktoś? :) To zdjęcie było na okładce albumu z 2009 r. xd
                                                                                   (Światło się dziwnie odbija...)

Szybkie mazy dla kumpeli. 

I schizy po przeczytaniu Wiedźmina. 

Dziękuję za uwagę, do usłyszenia. A raczej do następnej notki! :) 


Resztę możecie zobaczyć w jakże przecudnej zakładce "Moja twórczość." ;) Szału nie ma -  pośladków nie urywa, bielizna nie lata. Grunt, że coś jest. W sumie większość moich porządnych prac sprzedałam, zostały niedobitki, którymi nawet nie da się chwalić w necie. Strasznie mnie korci wstawić moje zamówienia ale nie mogę, to tak jakby wstawić czyjeś zdjęcia. 




 


_________
A raper to Buszu. Nie będę Was męczyć zgadywaniem. 



niedziela, 21 kwietnia 2013

18 - Czyli co udało mi się dziś obejrzeć?

Cały dzień nie ruszam się z łóżka, jestem chora a do egzaminów został jeden dzień i trochę dzisiejszego. Nie wiem jakim cudem uda mi się jako tako wyzdrowieć. Wszystko przeze mnie, a raczej przez moją niesamowitą chęć do brania udziału we wf na dworze. Niestety pogoda się popsuła a nawet kropił deszczyk. No i jakoś tak mi się zachorowało.
Moje możliwości są niesamowite, potrafię nie chorować dłuuugi czas tylko po to aby umierać na parę dni przed czymś ważnym. Kurczę.
     Jedynym absorbującym zajęciem jest oglądanie filmów na komputerze. Chciałabym się pochwalić co udało mi się obejrzeć. Chyba tylko głównie dzięki postom moich koleżanek odkryłam film "3 metry nad niebem".
Co mogę o nim powiedzieć? Już dawno nie ryczałam jak bóbr podczas oglądania. Mimo, że niektórzy mogą stwierdzić, że to tylko ckliwe romansidło to Tara lubi takie klimaty i lubi sobie czasem popłakać. (Wiecie, te emocje, negatywna energia, itp. ^.^)
Spodobał mi się od samego początku. Porządny motocykl, niegrzeczny przystojniak i grzeczna dziewczynka. Czasem uśmiechałam się do ekranu, czasem wzdychałam z utęsknieniem (też bym chciała taki motocykl) a pod koniec tylko ryczałam jak bóbr nasłuchując czy nikt nie wchodzi do pokoju. Bo się będą śmiać że płaczę przy filmach. 


Po wylanych potokach łez przyszedł czas się opamiętać i stwierdzić, że taka historia nie może się tak skończyć. Natrafiłam na część drugą o tytule "Tylko Ciebie chcę". Nie obyło się bez łez lecz muszę stwierdzić, że sama już nie wiem czy chciałabym aby Hache był z Babi (byłą) czy może lepiej z aktualną. Cóż za mętlik... 

                                                     

Doprawiłam jeszcze kolejnym filmem pt. "Keith", który po prostu jest niesamowity... Opowiada o dziewczynie i chłopaku z pozoru dziwnym, coś ukrywającym. Zostają partnerami na lekcjach chemii i wkrótce rodzi się między nimi uczucie. Historia dla mnie niezwykle smutna... Więcej nie powiem, chcecie to obejrzyjcie. ;)                                                                                                                                                                    

                                                                

Macie jeszcze coś ciekawego do polecenia? :)

A i mam pytanie, prosiłabym o w miarę kompetentne wypowiedzi. Co się dzieje jeśli uczeń nie jest w stanie przyjść i napisać egzamin gimnazjalny? Czy piszę się w innym terminie czy po prostu nie zdaje? Słyszałam o tym, że musiałabym jechać do miasta wojewódzkiego i tam pisać. Wie ktoś coś na ten temat? 

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

17 - Kto pokocha smutnooką?

     Jestem niezwykle zdolną osóbką. W ciągu chyba dwóch miesięcy zajeździłam zajeżdżony już telefon. Jakoś tak wyrwało mi się to malutkie gniazdko ze środka, kurczę... :> Gdyby nie to, że potrzeba mi jakiegoś czasomierza do szkoły (co by wiedzieć czy już dzwonek czy może dalej umierać) to chrzaniłabym te wszystkie telefony ciesząc się niezwykłą wolnością. (Nie lubię zegarków) Zero rzępolenia, pikania, ładowania i zawracania odwłoka.Kupiłam torebkę, mam parę nowych bluzek i myślę w następnym poście dodać zdjęcia kolejnych prac. O ile będę miała jakiegoś fotopstryka. W następnym tygodniu testy, po co takie pierdoły? Nauczyciele zamiast pomóc robią nam po 3-4 sprawdziany + kartkówki, pytanie itp. dziennie. Tak, na dzień mamy 3 czasem 4 sprawdziany i mnóstwo pytania. Na dodatek jakieś próbne, po cholerę?
Tylu jedynek nie załapałam w ciągu całego poprzedniego semestru i nie widzę szans aby to wszystko poprawić a nie mam czasu i sił żeby się uczyć. Nauczę się z jednego - zawalę resztę. 

     Długo nie pisałam ani nie odwiedzałam Waszych blogów, mimo, że praktycznie codziennie siedziałam na kompie. (Co ja wtedy robiłam? O.O) Nie obiecuję poprawy, nic mi się nie chce, nic. Przestałam rysować, czytać książki, jedynym osiągnięciem jest ściągnięcie wszystkich albumów Rise Against.
     Nie wiem czy tego nie usunąć w cholerę bo tak mi się nie chce ale nawet nie chce mi się go usunąć więc niech sobie wegetuje ten blog.
    Od roku nie mam nikogo i chyba coś ze mną nie tak. Moja kumpela za cel obrała sobie wyswatanie mnie, oczywiście efektów nie ma żadnych. 

Nie ukrywam, że gdybym zaczęła sama szukać to może i kogoś znalazłabym. Tyle, że ja nie mam ochoty nikogo szukać choć chciałabym kogoś mieć. I weź tu takiej dogódź. Wszelakich amantów od siedmiu boleści przepędzam, im dalej tym lepiej. Po prostu kiedy ktoś do mnie pisze to mnie krew zalewa, tylko brać siekierę i rżnąć gdzie popadnie.
Co mnie tak denerwuje?
TOP 7 AKCJI NISZCZĄCYCH TARĘ:
7.Przede wszystkim ilość błędów ortograficznych, dobra, nie wymagam idealnej interpunkcji ale 'łuszko', 'skond', 'ankohol' sprawia że mam ochotę jebnąć amanta słownikiem. 

6. Identyfikacja wzrokowa - Wiadomo, dobra identyfikacja to podstawa. Wiadomo, już po pierwszych informacjach (Cześć, cześć, skąd jesteś? ile masz lat? jak masz na imię? jaki rozmiar miseczki?)  pada pytanie: Wyślesz zdjęcie? Masz facebooka, nk, fotkę bądź co innego? - A co ja nie mam innego zajęcia tylko fotki wysyłać? Wyślij zdjęcie a gość przepowie Ci przyszłość, ewentualnie nigdy więcej nie napisze albo doda komentarz "Pienkna jestes:-*" 
5. Masz rodzeństwo starsze ode mnie? - Jeśli odpowiedź jest twierdząca kolega więcej do Ciebie nie napisze.
4. Lubisz bawić się sama pod kołderką? - Ta, ubaw po pachy.
3. Spodkamy się? - Już pędzę, pędzę po tęczy na moim pięknym różowym jednorożcu z którym bawię się wieczorami.

2. Kochałaś się już? - Oczywiście, kocham cały świat. Tylko jakoś długo zbieram na ten czołg.
1.Jesteś dziewicą?  - NUMBER 1, które zasługuje na miano wszechrozwalacza. Przytoczę cały dialog:
Piszesz dopiero 1 dzień, dobra - kilka smsów dopiero.
-Jesteś dziewicą
-Co Cię to interesuje?
-No ale jesteś
-To chyba moja prywatna sprawa.
-Czyli że nie :-(
-A to czemu tak sądzisz? (AGRESOR ON)
-Bo nie chcesz powiedzieć :((Tak moi drodzy, powszechnie wiadomo, że dziewczyna która przyznać się nie chce na 100% jest dziewicą rozdziewiczoną)
-To co Ty myślisz że nie jestem bo nie chcę powiedzieć?
-Jakbyś była to byś powiedziała
-Chyba sobie jaja robisz.
-Czemu
-Jak nie chcę powiedzieć to znaczy że nie jestem?
-Tak
To wiele wyjaśnia. Nie powiem że nie. 
Nie chcę tym postem obrażać nikogo, zwłaszcza chłopców. Po prostu zebrałam tutaj kilka smaczków, które sprawiają, że cofam się w rozwoju. Czy świat aż tak poszedł do przodu? Chyba nigdy sobie nikogo nie znajdę...
A Wy moi drodzy, też spotykacie takich pozytywnie zakręconych ludzi? ;)
____________________________________________
Stwierdziła, że tylko udaję, wypieram się. Tak na prawdę cierpię niesamowicie będąc sama, co noc wyję do księżyca. Czemu zamykam się na świat? Czemu zamykam się? To nic nie daje. Wszystko przejdzie, minie a ja zostanę sama, ze swoją skorupką z bólu, gniewu i niewypowiedzianych słów. Właśnie tak się stanie jeśli się nie zmienię. Nie umiem się zmienić, ludzie są okropni.

piątek, 29 marca 2013

16

                                                    UWAGA! NOTKA OCIEKA FILOZOFOWANIEM I GADANIEM OD RZECZY. 
Tutaj aż się prosi wstawić zdjęcie słynnego, serialowego filozofa i jego słynnego powiedzenia "W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem" jednak tekst nie pasuje do dzisiejszego postu. Zadowolić się musicie samym Ferdynandem. :3

Najwyższy czas dodać kolejną notkę. Z racji świąt chciałabym życzyć Wam, moi drodzy czytelnicy wszystkiego co najlepsze! Dużo zdrowia, siły do życia, miłości, znalezienia ukochanej osoby (tak Tara, jak Ty znajdziesz to będzie cud) i wszystkiego, czego tylko sobie jeszcze zażyczycie. 

Święta świętami jednak ja ich nie czuję. Tak samo jak poprzednich. Wszędzie pełno kurczaczków, zajączków, jajek i innych dekoracji lecz wszystko to wydaje mi się takie sztuczne... Jakby bez życia. No ale co ja Wam będę filozofować jak i tak nie warto słuchać. No ale w sumie po co tyle piec jak i tak wszystkiego się nie zje a nawet jeśli to bez kropli żołądkowych się nie obejdzie. W sumie po co tyle tych dekoracji jak i tak trzeba to będzie później zdjąć i pochować? (Litości Tara, litości - odpuść sobie.)
Nadszedł czas by wyjść na dwór i ulepić królika ze śniegu. Cofnęliśmy się w czasie do stycznia? U Was też taka pogoda? 



No ale zostawmy te zdjęcia, czas coś napisać. Postanowiłam nieco odświeżyć swój wygląd. Uwielbiam czarny, mogłabym chodzić wiecznie na czarno(najlepiej ciągle w glanach) jednakowoż w czarnych workach nie każdy wygląda korzystnie. Zwłaszcza ja z moimi wiecznymi sińcami pod oczami. Nie porzucę czarnego całkowicie (czarny to nie kolor - czarny to styl życia), zawsze gdzieś będzie krążyć wokół mnie jednak może zaczęłabym się ubierać bardziej, hmm, kobieco? (Oczywiście bez sweterków i innych cudów na kiju bo tego nie zdzierżę) Cóż, lubię worki, duże, czarne worki jak to określam koszulki rozmiar lub więcej za duże.Wprost ubóstwiam za duże czarne koszulki z napisami sięgające do połowy uda. I wielkie, czarne bluzy. Dodać jeszcze czarne spodnie, buty i czarne włosy. I włala! Oto Tara! :3 Wiecie o co mi chodzi? Jeśli nie to po prostu wyobraźcie sobie jeden wielki czarny worek a w nim dziewczynę. Tak, to powinno wystarczyć. Mam na komputerze album pełen zdjęć, tych sprzed dwóch lat, tych sprzed trzech, sprzed roku i sporo aktualnych. Mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że nie dziwię się dlaczego nikt się mną nie interesował nie licząc jednego, skończonego pacana. W sumie teraz też nikt się nie interesuje ale wyglądam raczej normalniej w tych czarnych workach. Nigdy w życiu nie wrócę do naturalnego koloru włosów, mowy nie ma. A patrząc na to jak się ubierałam wcześniej, dziwię się jak w ogóle w takim stanie mogłam wychodzić z domu. :c
Od dawien dawna jaram się punkami i punkrockiem choć nie potrafię wymienić więcej niż kilku wykonawców. I coraz bliżej mi do wyglądu punka, dlatego chcę dalej szarżować w tym kierunku.
A z resztą, o czym ja gadam? Walnę se wszystkie ciuchy na czarno + kilo pieszczoch, wiadro ćwieków i walić to wszystko. 

Dobra.
Mam się dość. I reszty też.
(To chore, w żyłach Tary płynie rap a jara się punkrockiem i wygląda jak niedoszły punk. Często jednak w internecie spotykam się z pewnym punktem widzenia. "Skoro słuchasz rapu to tylko rap jest prawdziwą muzyką, skoro słuchasz rocka to tylko rock jest prawdziwą muzyką, skoro słuchasz metalu to tylko metal a rap to sam stek przekleństw, jeśli disco to reszta zła, jeśli techno to tylko techno, itd." A nie można słuchać i tego i tego? Nigdy nie można się ograniczać i iść tylko w jednym kierunku. Jestem świetnym przykładem, że można połączyć dresy z glanami a rap z rockiem i wiele innych osób.:))


Można? Można! :)
Zaczęłam od świąt, przeszłam przez ciuchy aż do muzyki a i tak nic porządnie nie ogarnęłam. Dziś wzięłam się za sprzątanie w szafie. Dzięki temu wiem, że mam pełno ubrań, których nigdy w życiu nie założę. Nawet nie mam pojęcia po co je kupowałam...
Jeśli tylko uda mi się coś dorobić od razu zamawiam porządną pieszczochę, ewentualnie karwasz lub obrożę. Nie, nie te z plastikowymi ćwieczkami w których lata większość dziewczyn bo są modne. Owszem, ładnie to wygląda ale ja chcę czegoś porządnego.


Nie mam więcej pomysłów. Robię te notki jakoś tak bez większego zaangażowania, mamy kryzys? Ehh...