niedziela, 4 sierpnia 2013

23 - Samotność wrogiem czy przyjacielem?

     Tak, tak. Jestem potworem. Poprzednia notka była o zaniedbywaniu bloga a co robię? Dalej to samo. Zero, kompletne zero. Nie staram się już wcale, nie piszę, nie czytam, nie rysuję, nie odwiedzam Waszych blogów. W sumie jestem nieco zdziwiona, że ktoś jeszcze komentuje...
     Chciałabym powylewać Wam trochę moich żali jednak pewnie nie po to tutaj wpadacie. Ale cóż, chyba muszę to zrobić bo jakoś tak czuję, że to wszystko we mnie rośnie, nawarstwia się. Jak usłyszycie wielkie "Bum!" to znak, że pękłam. Po prostu od jakiegoś czasu znów przestało mi się układać w życiu, zwłaszcza z Nim.W sumie to czy kiedykolwiek mi się w życiu układało? Hmm, tak. Gdzieś tak ze dwa tygodnie, no może trzy od Bożego Ciała. Nie wiem nawet czy Wam się pochwaliłam, że kogoś mam (miałam?), myślę, że warto to zrobić. Tak się złożyło, że Ktoś po prostu wszedł z buta w moje życie, zauroczył mnie swoim zachowaniem, sprawił, że świat miał więcej kolorów, że śpiewałam do piosenek w radiu i byłam no...szczęśliwa? Jako, że szczęście to stan niezwykle ulotny w końcu bańka mydlana prysła i tak oto jestem, w wielkiej kropce. 

Można rzec: "W wielkiej, czarnej du*ie."
     Nigdy nie byłam traktowana tak, jak przez Niego. Cóż, może nie czułam się jak księżniczka, może nie przyjeżdżał do mnie Mercem, nie chodził w garniaku i nie wyglądał jak Brad Pitt z wczorajszego filmu (Joe Black - polecam!) ale zawsze, zawsze mnie odprowadzał te kilkanaście kilometrów z buta pod sam, praktycznie sam dom i wracał później sam, z buta. Przecież nie musiał, nikt mu nie kazał.
Ujął mnie swoją nieśmiałością...
Ujął mnie. Tak po prostu... Ujął mnie tym, jak próbował mnie objąć. Wstydliwie. Bojąc się, że go odepchnę czy też powiem coś niemiłego.
On nie jest piękny czy przystojny, dla mnie jest po prostu uroczy. Tak, właśnie. Uroczy.
I tak jakoś powoli, powolutku wszystko zaczęło się sypać... Tylko od czego to się zaczęło, jego przemiana? Chyba zaczęło się to, kiedy napisał do mojej przyjaciółki i zaproponował spotkanie. Podobno dla żartów.
Zdyniałam, zatkało mnie. I poleciało z górki. Chociaż dalej był sobą, ziarenko wątpliwości zostało zasiane i choć próbowałam je uciszyć, zniszczyć, to rosło sobie dalej gdzieś w ciemnych zakamarkach mojej duszy. Aż doszło do następnej sytuacji.
I następnej, i następnej.
Nie, nie chodzi teraz o pisanie do kogokolwiek, ten epizod nigdy więcej się nie przydarzył. Po prostu zaczęliśmy się od siebie oddalać. Im bardziej zależało mi, On stawał się jakby coraz mniej hmm...aktywny? Mogę powiedzieć, że przestał się udzielać, wychodzić z inicjatywą. Aż w końcu przyłapałam go na kłamstwie. Podejrzewałam od jakiegoś czasu, że coś przede mną ukrywa.Że coś z nim nie tak. Że się zmienił.

I właśnie tak było... Żyjemy razem lecz całkowicie osobno. Ja nie wiem co dzieje się u niego, on nie wie co dzieje się u mnie. Pewnego dnia pokłóciliśmy się. Usłyszałam coś co przelało czarę goryczy On jednak wszystkiego się wyparł i obrócił kota ogonem. Wyszło na to, że ja powinnam Go błagać na kolanach o wybaczenie, o to, żeby się łaskawie raczył odezwać. 
     Tyle, że ja tego nie zrobię. A on tego nie robi już od przeszło 2 tygodni. No cóż, po co się odzywać? Lepiej pomilczmy i poczekajmy aż druga połówka oszaleje i rzuci się pod pociąg albo zacznie błagać o litość i wybaczenie.Tylko po tak długim czasie milczenia i tęsknoty z mojej strony również i we mnie coś zaczyna pękać. I jeśli się odezwę to tylko po by zerwać. Ale nie, nie odezwę się. Wiem, mam pewność, że i On się nie odezwie. Cóż, zagram innymi kartami. 
    Tak sobie myślę, dlaczego do tego doszło? Co ze mną nie tak? Blog jest dla mnie swego rodzaju terapią, próbą wygadania się osobom, których nie znam i które nie znają mnie a mimo to rozumieją. Podobno jestem bardzo zamknięta w sobie. Tylko po co się otwierać? By potem cierpieć jeszcze mocniej bo Ktoś nagle zniknął z naszego życia? A może najlepiej otworzyć się tylko po to, żeby usłyszeć durne "Z Tobą to chyba coś nie tak. Idź do psychologa." Za chwilę jednak myślę, że nie warto mówić ludziom o tym co Cię gnębi. Dlatego powstał ten blog...
Nic nie poradzę na to, że milczę. Że na pytanie "Co mi powiesz?" odpowiadam :"Nic." Miotam się. 

    Kiedyś, kiedy doszło do sytuacji w której poczułam, że mogę Go stracić zaczęłam płakać. Zaczęłam tak cholernie płakać, że cały tusz spłynął z rzęs i zostawił na moich policzkach wielkie czarne smugi. Istna panda. A On nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo mnie wtedy zranił. Nic, kompletnie. Pomyślałam wtedy, że jeśli znów zostanę sama to oszaleję. Bo choć wcześniej lubiłam samotność, lubiłam tą niezależność, On sprawił, że ją znienawidziłam. Znienawidziłam to, że tak naprawdę nikogo nie obchodzi czy jesteś smutny, czy boli Cię coś czy może masz kolejnego doła. Każdy ma przecież własne życie, własne problemy. Nie chcę nikogo obarczać tym co siedzi w mojej głowie. Życie w samotności jest puste, nijakie. Szare. 

    To samo dzieje się, kiedy widzisz, że Twoja kiedyś najlepsza kumpela powoli zaczyna odchodzić. Kiedyś pisałyście dzień w dzień o jakichś pierdołach a teraz? Mówi Ci, że jesteś dla niej ważną osobą i mówi Ci również, że pewna Dziewczyna jest głupia, durna, pusta, wyzywa ją od dziwek i innych panienek. I pomimo tego wyzywania kumpluje się z nią, ba! Wręcz przyjaźni! Bo teraz stały się najlepszymi przyjaciółkami, a ona jeszcze czasami mówi mi, jaka tamta jest głupia, itd. Ale na wszelakich portalach społecznościowych widzisz, jak dodają wspólne zdjęcia, widzisz, jak zakładają wspólne konta, jak sobie słodzą. Powiecie, że to niby zwykły portal więc po co się nim sugerować? 
Cóż, po prostu jest mi tak jakoś przykro... To chyba tyle.
Nie, nie będę walczyć. Nie mam po co. Czy to moja wina?
Cześć. 

piątek, 5 lipca 2013

22 - Ach te zaniedbania...


    Wiem, nie było mnie tu wieki całe. Wiem, nie odwiedzałam Waszych blogów. Wiem, porzuciłam blogosferę. Wiem, powinnam się wstydzić. Wiem, jestem potworem i nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Prawda jest jednak taka, że choć codziennie (albo co drugi dzień) siedziałam przy komputerze to wcale nie ciągnęło mnie do pisania. Ani komentowania. Ani w ogóle do niczego mnie nie ciągnęło. Po prostu nic mi się nie chciało. Nawet zamówienie stało przez półtorej miesiąca bez żadnych efektów a dopiero w tym tygodniu zawzięłam się i wczoraj koło 1 w nocy je skończyłam.
    A przecież mogłam dzień w dzień, powolutku zamiast przesiadywać po nocy. Ale trudno, ja już chyba taka jestem i tego nie zmienię. (Przynajmniej w niedalekiej przyszłości)
    Mam się Wam czym pochwalić! Moje problemy z wcześniejszego postu wreszcie odeszły w niepamięć, powoli, powolutku przyzwyczaiłam się do nowej sytuacji i dochodzę do wniosku, że jednak dobrze jest jak jest. Nawet mój wieczny dół staje się jakby mniejszy i już od miesiąca nie załapałam porządnej zamuły. Owszem, nie było lekko.
    Wakacje, wakacje, wakacje. Nadal mi do głowy nie dochodzi, że od poniedziałku nie pójdę do szkoły, że pożegnałam się już ze wszystkimi znajomymi i zaczynam wszystko od nowa. Eh. Jak Wasze wakacyjne plany? Ja jem ile wlezie, chyba mój tasiemiec chce nadrobić wszystkie straty do których doszło w ciągu 10 miesięcy chodzenia do szkoły. Tak mi się nic nie chce... Kompletnie nic. Chyba pójdę spać bo ledwo żyję.
     I choć na początku notki miałam wielką wenę, opiszę to i tamto to już mi przeszło i nie wiem co pisać. Notka pozostanie raczej krótkimi wypocinami i nie będzie w niej nic sensownego.
    No ale to szczegół. ;)
                                     
                             

     
                                          "Siekierka na cześć Najwyższego."
                                                         Świetne! :D

czwartek, 6 czerwca 2013

21 - Z czasem doceni się i samotność

    Cześć Wszystkim! Wieki nie pisałam mimo, że codziennie siedzę na komputerze co najmniej pół godziny. Chociaż nie, ostatnio jestem niezwykle zalatana. Nie mam czasu się uczyć, nie mam czasu czytać a i chwilowo zamówienia odstawiłam w kąt. (Co nie znaczy, że nie pamiętam, że miałam narysować Geralta. Pamiętam wszystko.) Chciałabym obiecać Wam poprawę ale w sumie nie wiem czy coś z tego wyjdzie, więc wolę niczego nie obiecywać.
    Pogoda się poprawiła po prawie dwóch tygodniach lania. Znając życie w okolicach soboty i niedzieli pewnie znowu będzie padać, jakby normalnie być nie mogło. Cóż...

    Nie jestem już sama choć czuję się samotna. Parę postów wcześniej narzekałam, że jestem sama, że nikogo znaleźć nie mogę. Chyba nie potrafię żyć w związku, po prostu nie potrafię. Nie wiem, czy coś ze mną jest nie tak? Polubiłam samotność. Brak zobowiązań, brak tłumaczenia się z tego co robię a po pierwsze (i pewnie najważniejsze dla mnie) wolność, wolność i jeszcze raz wolność.
Nie chodzi mi o to, że będąc w związku automatycznie spada liczba osób którymi możesz się interesować.
Chodzi mi raczej o to, że nie umiem cieszyć się z bycia z kimś. Będąc samej jest kiepsko ale w miarę. Zaczyna mi doskwierać samotność i chciałabym kogoś sobie znaleźć a kiedy sobie kogoś znajdę (Cud! Raczej ktoś mnie sobie znajdzie...) po paru dniach zaczynam czuć się jak ptaszek w złotej klatce. I chcę zostać sama lecz nie mogę kogoś zranić tym, że mam ze sobą jakiś problem. Zaczyna męczyć mnie to, że muszę poświęcać mnóstwo czasu komuś. Może nie, źle to ujęłam. Zaczynam mieć mniej czasu dla siebie. Też to źle ujęłam. Nie umiem Wam tego wytłumaczyć.
Po prostu na sercu zaczyna ciążyć mi wielki kamień, ogromny. I zaczynam myśleć :"A co powiedzą rodzice? Rodzeństwo? Co powiedzą tamci, tamci czy tamci?"
Tak, wiem. Powinnam mieć wszystko głęboko w odwłoku i zajmować się sobą bo nikt za mnie szczęśliwy nie będzie ale nie umiem. Nie wiem co mi się dzieje.
Druga osoba zaczyna mnie denerwować, jego zachowanie. Wygląd, poglądy, wszystko. Choć mi na nim zależy.
Po prostu po jakimś czasie zaczynam głupieć. Wszystko mi się przypomina, wszystkie złe chwile z Wcześniejszym i panikuję. I chcę zostać sama a kiedy do tego dojdzie, wiem, że będę żałować. Bo znowu skrzywdzę kogoś, kto na to nie zasłużył. 

Jest źle. Czy potrafię tylko krzywdzić? Nie chcę znów nikogo ranić.

Musiałam to z siebie wyrzucić. Nie potrafiłam powiedzieć komu innemu. Bo wszystko spieprzę. Jak zwykle. 
Nie. Mogłam nie pisać nic...


poniedziałek, 13 maja 2013

20 - Świat bywa piękny, o ile to zauważysz

   Tak, jeszcze żyję ludziska choć kawał czasu się nie odzywałam. Po prostu nic mi się nie chce. Nie chce mi się dodawać notek, pisać, czytać, rysować a nawet oddychać. Za to zaczęłam biegać, by się odstresować. Brakuje mi do szczęścia jedynie słuchawek i jakiejś muzyczki bo oczywiście nadal nie mam żadnego, w miarę sprawnego telefonu. (Nie licząc Nokii posiadającej podczerwień i 0,3Mpx :D Jest moc!) Mija tydzień za tygodniem a moje kieszenie dalej świecą pustkami, ba!, można rzec nawet, że prędzej skończą się wakacje niż uzbieram choć trochę. 
    Kumpela stwierdza u mnie depresję. Cóż, leń coraz częściej wygrywa walkę ze zdrowym rozsądkiem. Za niedługo nie będzie mi się chciało wyjść z łóżka bo stwierdzę, że w sumie i tak za niedługo skończy się dzień i trzeba iść spać z powrotem. 
No ale to szczegół. 
Mały, nic nie znaczący szczegół.
    Ważniejsze jest to, że znów mamy maj. Piękny maj. I choć dziś zrobiło się nieco chłodniej i zaczął wiać wiatr, dalej twierdzę, że maj to jeden z moich najulubieńszych miesięcy. Jeszcze doliczyć mogę do tego czerwiec i to byłoby na tyle.
To cudowne wieczorne powietrze, te cudowne poranki gdy słońce zagląda do kuchni. Czasem nawet mój leń lubi sobie wstać o tej 6 by popatrzeć chwilę na świat i znów zwinąć się w kłębek i usnąć. Bo jest tak ładnie, jest tak cudownie. Jest bosko.
   Tylko brak tej osoby, z którą mogłabym spacerować jak wtedy. I jakoś tak smutno z tego powodu.
   I wiecie co? Nawet droga do szkoły wydaje się piękniejsza gdy ogródki są całe w kwiatach. Co rano włączam radio, otwieram okno i śpiewam i tańcuję ile się da, robiąc kanapki czy malując się. Po prostu wszystko jest takie jakieś inne... Jakby weselsze. Żywsze. Nawet te sprawdziany, prace domowe i inne straszne rzeczy stały się mniej ważne. Ważniejszy jest wieczorny bieg gdy wreszcie w samotności mogę wszystko przemyśleć.
   Jakoś nigdy nie dostrzegałam tego wszystkiego. Kropelek porannej rosy czy śpiewu ptaków. Jakoś to wszystko było mi obojętne. Czy świat na prawdę bywa taki piękny?



                                                                   Zdjęcia znalezione w internecie. 
Muszę powiedzieć, że dalej nic mi się nie chce.
A co słychać u Was? Również zachwycacie się pogodą czy nie sprawia na Was wrażenia? ;) 

Myślę co jeszcze mogłabym Wam opisać bo notka wydaje mi się nieco przykrótka. O! Wiem! 
   Do wakacji zostało już mało czasu. W sumie chciałabym go zatrzymać, nie chcę kończyć szkoły. Będę tęsknić za tymi Głupkami, które umilały ale też i utrudniały szkolną egzystencję. Przyzwyczaiłam się do wszystkich, teraz zacznie się wszystko od nowa... Sama nie wiem, chciałabym się cieszyć zbliżającymi się wakacjami ale prawda jest taka, że każdy się porozjeżdża, każdy pójdzie w swoją stronę i wszystko się zmieni. Szkoda...


                                                                       
Przykro mi ale nie dało rady wstawić piosenki niżej inaczej, jakoś nie chciało mi nic porządnie działać. 
                                                                                  "Weronika, efekt motyla"

piątek, 26 kwietnia 2013

19 - Tara rysuje

Jak można nie rysować dwa miesiące? Ano można. ;) 
Cały czas mówię Wam, że coś wstawię a nie wstawiam nic z racji braku aparatu. Dziś udało mi się dorwać telefon kumpeli i pyknąć parę fotek, oto one. 



Kim jest ten raper? Zgadnie ktoś? :) To zdjęcie było na okładce albumu z 2009 r. xd
                                                                                   (Światło się dziwnie odbija...)

Szybkie mazy dla kumpeli. 

I schizy po przeczytaniu Wiedźmina. 

Dziękuję za uwagę, do usłyszenia. A raczej do następnej notki! :) 


Resztę możecie zobaczyć w jakże przecudnej zakładce "Moja twórczość." ;) Szału nie ma -  pośladków nie urywa, bielizna nie lata. Grunt, że coś jest. W sumie większość moich porządnych prac sprzedałam, zostały niedobitki, którymi nawet nie da się chwalić w necie. Strasznie mnie korci wstawić moje zamówienia ale nie mogę, to tak jakby wstawić czyjeś zdjęcia. 




 


_________
A raper to Buszu. Nie będę Was męczyć zgadywaniem. 



niedziela, 21 kwietnia 2013

18 - Czyli co udało mi się dziś obejrzeć?

Cały dzień nie ruszam się z łóżka, jestem chora a do egzaminów został jeden dzień i trochę dzisiejszego. Nie wiem jakim cudem uda mi się jako tako wyzdrowieć. Wszystko przeze mnie, a raczej przez moją niesamowitą chęć do brania udziału we wf na dworze. Niestety pogoda się popsuła a nawet kropił deszczyk. No i jakoś tak mi się zachorowało.
Moje możliwości są niesamowite, potrafię nie chorować dłuuugi czas tylko po to aby umierać na parę dni przed czymś ważnym. Kurczę.
     Jedynym absorbującym zajęciem jest oglądanie filmów na komputerze. Chciałabym się pochwalić co udało mi się obejrzeć. Chyba tylko głównie dzięki postom moich koleżanek odkryłam film "3 metry nad niebem".
Co mogę o nim powiedzieć? Już dawno nie ryczałam jak bóbr podczas oglądania. Mimo, że niektórzy mogą stwierdzić, że to tylko ckliwe romansidło to Tara lubi takie klimaty i lubi sobie czasem popłakać. (Wiecie, te emocje, negatywna energia, itp. ^.^)
Spodobał mi się od samego początku. Porządny motocykl, niegrzeczny przystojniak i grzeczna dziewczynka. Czasem uśmiechałam się do ekranu, czasem wzdychałam z utęsknieniem (też bym chciała taki motocykl) a pod koniec tylko ryczałam jak bóbr nasłuchując czy nikt nie wchodzi do pokoju. Bo się będą śmiać że płaczę przy filmach. 


Po wylanych potokach łez przyszedł czas się opamiętać i stwierdzić, że taka historia nie może się tak skończyć. Natrafiłam na część drugą o tytule "Tylko Ciebie chcę". Nie obyło się bez łez lecz muszę stwierdzić, że sama już nie wiem czy chciałabym aby Hache był z Babi (byłą) czy może lepiej z aktualną. Cóż za mętlik... 

                                                     

Doprawiłam jeszcze kolejnym filmem pt. "Keith", który po prostu jest niesamowity... Opowiada o dziewczynie i chłopaku z pozoru dziwnym, coś ukrywającym. Zostają partnerami na lekcjach chemii i wkrótce rodzi się między nimi uczucie. Historia dla mnie niezwykle smutna... Więcej nie powiem, chcecie to obejrzyjcie. ;)                                                                                                                                                                    

                                                                

Macie jeszcze coś ciekawego do polecenia? :)

A i mam pytanie, prosiłabym o w miarę kompetentne wypowiedzi. Co się dzieje jeśli uczeń nie jest w stanie przyjść i napisać egzamin gimnazjalny? Czy piszę się w innym terminie czy po prostu nie zdaje? Słyszałam o tym, że musiałabym jechać do miasta wojewódzkiego i tam pisać. Wie ktoś coś na ten temat? 

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

17 - Kto pokocha smutnooką?

     Jestem niezwykle zdolną osóbką. W ciągu chyba dwóch miesięcy zajeździłam zajeżdżony już telefon. Jakoś tak wyrwało mi się to malutkie gniazdko ze środka, kurczę... :> Gdyby nie to, że potrzeba mi jakiegoś czasomierza do szkoły (co by wiedzieć czy już dzwonek czy może dalej umierać) to chrzaniłabym te wszystkie telefony ciesząc się niezwykłą wolnością. (Nie lubię zegarków) Zero rzępolenia, pikania, ładowania i zawracania odwłoka.Kupiłam torebkę, mam parę nowych bluzek i myślę w następnym poście dodać zdjęcia kolejnych prac. O ile będę miała jakiegoś fotopstryka. W następnym tygodniu testy, po co takie pierdoły? Nauczyciele zamiast pomóc robią nam po 3-4 sprawdziany + kartkówki, pytanie itp. dziennie. Tak, na dzień mamy 3 czasem 4 sprawdziany i mnóstwo pytania. Na dodatek jakieś próbne, po cholerę?
Tylu jedynek nie załapałam w ciągu całego poprzedniego semestru i nie widzę szans aby to wszystko poprawić a nie mam czasu i sił żeby się uczyć. Nauczę się z jednego - zawalę resztę. 

     Długo nie pisałam ani nie odwiedzałam Waszych blogów, mimo, że praktycznie codziennie siedziałam na kompie. (Co ja wtedy robiłam? O.O) Nie obiecuję poprawy, nic mi się nie chce, nic. Przestałam rysować, czytać książki, jedynym osiągnięciem jest ściągnięcie wszystkich albumów Rise Against.
     Nie wiem czy tego nie usunąć w cholerę bo tak mi się nie chce ale nawet nie chce mi się go usunąć więc niech sobie wegetuje ten blog.
    Od roku nie mam nikogo i chyba coś ze mną nie tak. Moja kumpela za cel obrała sobie wyswatanie mnie, oczywiście efektów nie ma żadnych. 

Nie ukrywam, że gdybym zaczęła sama szukać to może i kogoś znalazłabym. Tyle, że ja nie mam ochoty nikogo szukać choć chciałabym kogoś mieć. I weź tu takiej dogódź. Wszelakich amantów od siedmiu boleści przepędzam, im dalej tym lepiej. Po prostu kiedy ktoś do mnie pisze to mnie krew zalewa, tylko brać siekierę i rżnąć gdzie popadnie.
Co mnie tak denerwuje?
TOP 7 AKCJI NISZCZĄCYCH TARĘ:
7.Przede wszystkim ilość błędów ortograficznych, dobra, nie wymagam idealnej interpunkcji ale 'łuszko', 'skond', 'ankohol' sprawia że mam ochotę jebnąć amanta słownikiem. 

6. Identyfikacja wzrokowa - Wiadomo, dobra identyfikacja to podstawa. Wiadomo, już po pierwszych informacjach (Cześć, cześć, skąd jesteś? ile masz lat? jak masz na imię? jaki rozmiar miseczki?)  pada pytanie: Wyślesz zdjęcie? Masz facebooka, nk, fotkę bądź co innego? - A co ja nie mam innego zajęcia tylko fotki wysyłać? Wyślij zdjęcie a gość przepowie Ci przyszłość, ewentualnie nigdy więcej nie napisze albo doda komentarz "Pienkna jestes:-*" 
5. Masz rodzeństwo starsze ode mnie? - Jeśli odpowiedź jest twierdząca kolega więcej do Ciebie nie napisze.
4. Lubisz bawić się sama pod kołderką? - Ta, ubaw po pachy.
3. Spodkamy się? - Już pędzę, pędzę po tęczy na moim pięknym różowym jednorożcu z którym bawię się wieczorami.

2. Kochałaś się już? - Oczywiście, kocham cały świat. Tylko jakoś długo zbieram na ten czołg.
1.Jesteś dziewicą?  - NUMBER 1, które zasługuje na miano wszechrozwalacza. Przytoczę cały dialog:
Piszesz dopiero 1 dzień, dobra - kilka smsów dopiero.
-Jesteś dziewicą
-Co Cię to interesuje?
-No ale jesteś
-To chyba moja prywatna sprawa.
-Czyli że nie :-(
-A to czemu tak sądzisz? (AGRESOR ON)
-Bo nie chcesz powiedzieć :((Tak moi drodzy, powszechnie wiadomo, że dziewczyna która przyznać się nie chce na 100% jest dziewicą rozdziewiczoną)
-To co Ty myślisz że nie jestem bo nie chcę powiedzieć?
-Jakbyś była to byś powiedziała
-Chyba sobie jaja robisz.
-Czemu
-Jak nie chcę powiedzieć to znaczy że nie jestem?
-Tak
To wiele wyjaśnia. Nie powiem że nie. 
Nie chcę tym postem obrażać nikogo, zwłaszcza chłopców. Po prostu zebrałam tutaj kilka smaczków, które sprawiają, że cofam się w rozwoju. Czy świat aż tak poszedł do przodu? Chyba nigdy sobie nikogo nie znajdę...
A Wy moi drodzy, też spotykacie takich pozytywnie zakręconych ludzi? ;)
____________________________________________
Stwierdziła, że tylko udaję, wypieram się. Tak na prawdę cierpię niesamowicie będąc sama, co noc wyję do księżyca. Czemu zamykam się na świat? Czemu zamykam się? To nic nie daje. Wszystko przejdzie, minie a ja zostanę sama, ze swoją skorupką z bólu, gniewu i niewypowiedzianych słów. Właśnie tak się stanie jeśli się nie zmienię. Nie umiem się zmienić, ludzie są okropni.